Po jesiennej porażce przyszedł czas na rewanż. Tym razem miejscem rozgrywania zawodów w których wzięło udział 200 rowerzystów i 500 pieszych były Łęczyce koło Lęborka. Trasa bardzo zróżnicowana: od płaskich i piaszczystych terenów nad morzem po błotniste pagórki na południu.
Pierwszy w tym roku udział w zawodach rowerowych na orientację. Tym razem występujemy w roli organizatorów. Na przeprowadzenie rywalizacji wybieramy ciekawy krajobrazowo, ale mało chyba znany łodzianom obszar okolic Zgierza. Pomimo niezbyt sprzyjającej do jazdy pory roku, ale dzięki dość dużemu rozgłosowi w imprezie wzięło udział niemal 30 uczestników, także spoza Łodzi. Imprezę należy zaliczyć do udanych sądząc po licznych pozytywnych opiniach startujących.
Kolejną, ale chyba już ostatnią okazję w tym roku do pościgania się w okolicach Łodzi zapewnił nam Krzysztof Wiktorowski. Przygotowany przez niego rajd na orientację był czymś pośrednim między alleycatem a typowym mtbo. Podobnie jak na alleycacie uczestnicy otrzymywali manifest, ale oprócz niego również mapę z zaznaczonymi punktami kontrolnymi. Z informacji uzyskanych w internecie wiedziałem, że zapowiadała się ciekawa rywalizacja więc długo nie zastanawiałem się nad startem.
Harpagan to już legenda. Zdecydowaliśmy się na pierwszy udział w tej imprezie, wybierając jesienną edycję. Teren rozgrywania zawodów niestety daleko - okolice Słupska. Oznacza to dwa dodatkowe dni poświęcone na dojazdy i długie godziny spędzone w pociągu. Sądząc po dużej liczbie uczestników, którzy dwa razy do roku biorą udział w Harpaganie, uznaliśmy że warto. Czy rzeczywiście? Najlepiej sprawdzić samemu, ale warto również prześledzić zmagania innych...
Od dłuższego czasu wiedzieliśmy, że nasz udział w Odysei to kwestia czasu. Maraton rowerowy na orientację organizowany jest od kilku lat przez Wydawnictwo Compass w różnych częściach kraju. Nie zdecydowaliśmy się na wcześniejsze imprezy: Odyseję Świętokrzyską i Kłodzką. W tym roku również nie byliśmy przekonani do udziału, tym bardziej, że zaplanowaliśmy również start w Harpaganie, odbywającym się, podobnie jak Odyseja, w październiku. Bardzo pozytywne opinie o imprezie nie pozwoliły nam jednak czekać na kolejną edycję...
To już drugi nieoficjalny maraton rowerowy zorganizowany przez osoby związane z CykloManiakiem. Można więc przypuszczać, że zawody rozgrywane w pięknej jesiennej scenerii po Wzniesieniach Łódzkich staną się tradycją. Nie zastanawiałem się długo nad udziałem w imprezie i przed 11 stawiłem się na mostku w Arturówku. Pawła niestety ominęła przyjemność dzisiejszej rywalizacji - szkoła.
Po zorganizowanym rajdzie BikeOrient wpadłem na pomysł zrobienie zawodów typu xc. Dogodny teren na realizację tej imprezy znaleźliśmy w okolicach miejscowości Trzy Morgi koło Ręczna. Tutaj, w przeciwieństwie do rajdu BikeOrient, mogliśmy startować. Ja i Paweł skorzystaliśmy z tej możliwości. Największą trudnością na trasie była konieczność pokonania drewnianych mostków przerzuconych przez Pilicę. Pogoda nie ułatwiała rywalizacji. Prawie cały czas padało i było pochmurno. Mokry piach zgrzytał w łańcuchach. Pomimo tego nikt z kilku uczestników nie narzekał na warunki rywalizacji, która może właśnie dzięki temu była ciekawsza.
>Tym razem impreza z elementami orientacji w której wzięliśmy udział to mBank eXtreme. Do wyboru było wiele dystansów pieszych, biegowych, 2 rowerowe i 1 przygodowy. 200-tu kilometrowa trasa, na którą się zdecydowaliśmy nie przeraziła nas i wiedzieliśmy, że damy radę. Chociaż pogoda z początku nie zachęcała do dłuższej przejażdżki, warto było się zmierzyć z 57 uczestnikami, z których wiekszość startowała na rowerach szosowych.
Wreszcie nadarzyła się okazja spróbowania własnych sił w rajdzie z elementami orientacji. Długo nie zastanawialiśmy się, by wziąć udział w imprezie, tym bardziej, że start zaplanowany był w Inowłodzu, czyli w pobliżu naszego miejsca zamieszkania. Z informacji uzyskanych wcześniej wiedzieliśmy, że do przejechania będzie 100 km, jednak formuła rajdu nie do końca była nam znana. W rywalizacji miały nam pomóc niedawno zakupione rowery crossowe.
Kolejny alleycat, w którym miałem okazję wziąć udział odbył się ciepły sobotni wieczór. By w nim wystartować przyjechałem do Łodzi wraz z Pawłem. Na starcie przed Dworcem Fabrycznym stawiło się 12 rowerzystów oczekując na ciekawą rywalizację. Nurtujący był trochę tytuł zawodów, który znaliśmy już wcześniej - Z Sercem Alleycat. Zagadka wyjaśniła się już chwilę po starcie...
Do rywalizacji w pierwszym w województwie łódzkim maratonie rowerowym na orientację stanęło 77 osób z całego kraju. Mieli do zaliczenia 10 punktów kontrolnych rozmieszczonych w okolicach Zbiornika Sulejowskiego. Start i meta znajdowały się w Wolborzu. Chętnie wzięlibyśmy udział w tej imprezie jako uczestnicy, niestety byliśmy organizatorami. Z opini startujących wnioskuję, że rajd był udany, zamierzamy więc kontynuować organizację imprez na orientację.
Organizację maratonu rowerowego na orientację planowałem ponad przez ponad pół roku. W toku przygotowań uznałem, że krótki rajd na orientację, poprzedzający właściwą imprezę będzie dobrym pomysłem, by zawodnicy zapoznali się z zasadami i terenem rozgrywania rajdu. Na starcie w Kole stanęło kilkunastu rowerzystów, którzy mieli do zaliczenia 5 punktów kontrolnych rozmieszczonych w okolicach tej miejscowości. Meta z ogniskiem i kiełbaskami odbyła się w Żarnowicy.
Startowałem w poprzedniej edycji i doczekałem się następnej. Tegoroczny wyścig zgromadził więcej uczestników i podwyższył się jego poziom. W kategorii turystycznej stawiło się 25 osób w większości z Piotrkowskiej Grupy Rowerowej PGR. Trasa wyścigu prowadziła z ul. Wroniej w Piotrkowie do Bogdanowa. Kilka osób zrobiło trzy rundy, ja niestety tylko dwie. Najbardziej przeszkadzał wiatr szczególnie jak się jechało samotnie w stronę Bogdanowa.
Na tą imprezę łódzcy rowerzyści czekali od dawna. Po nieudanej zeszłorocznej próbie zorganizowania jednego z cykli Mazovii, determinacja żeby wreszcie się udało była naprawdę duża. Szczególne zasługi w tym względzie ma stowarzyszenie rowerowe CykloManiak, które wniosło duży wkład w organizację imprezy. Na starcie 54 km trasy w Arturówku stanęło ok. 700 zawodników. Dla wielu z nich, w tym również dla mnie był to pierwszy „prawdziwy” maraton.
Kolejny, styczniowy alleycat odbył się w prawdziwie zimowej scenerii. Ostry mróz, gruba warstwa śniegu i na dodatek bardzo ślisko. Pomimo tego na Dworcu Łódź Fabryczna stawiło się 16 rowerzystów, w tym większość na "ostrym kole"...
Jazda ulicami pod prąd, przejeżdżanie na czerwonym świetle, wymuszanie pierwszeństwa, wyprzedzanie samochodów. Takie atrakcje były udziałem 20 uczestników biorących udział w alleycacie pod nazwą Evos Ossos Literos. Impreza odbyła się w późny piątkowy wieczór 8 grudnia na łódzkich ulicach. Organizatorzy zafundowali zawodnikom niemałe emocje...
Łódzcy rowerzyści wreszcie doczekali się maratonu rowerowego u siebie. Ja i Paweł od dłuższego czasu byliśmy zainteresowani tą imprezą, więc postanowiliśmy spróbować swoich sił. Wprawdzie nie był to profesjonalnie zorganizowany wyścig, gdyż wycofano się z przeprowadzenia w Łodzi jednego z etapów Mazovii Marathon, ale i tak zawody należy zaliczyć do udanych.
24 września odbyły się rowerowe zawody na orientację w Łagiewnikach. Z dużym zainteresowaniem przeczytałem informacje na ten temat w internecie. Moja decyzja była oczywista: startuję. Na udział zdecydował się też Paweł, który pokonał dodatkowo ok. 120 km by również się pościgać...
Kilka dni wcześniej z zamiarem kupienia kulek do piast wybrałem się do piotrkowskiego „Kwadratu”. Pan Mogiła zachęcał do wzięcia udziału w rajdzie. Chodziło w nim o ustanowienie rekordu w jeździe dziennej. Ja upewniony swoich możliwości po wycieczce 300 km zapisałem się na dystans elite...
Podczas buszowania w internecie znalazłem informacje o Lidze Magnum. Pomysł aby pojechać na zawody, które miały odbyć się w najbliższym czasie na Górze Kamieńsk bardzo mi się spodobał. Pojechałem z Piotrkiem, aby się sprawdzić z nim i innymi zawodnikami.
Pomysł wyjazdu narodził się zimą, podczas przeglądania katalogów rowerowych. W jednym z nich wyszczególnione zostały daty kolejnych maratonów. Zdecydowałem się na Nowiny bo jest najbliżej i data też mi odpowiadała. Z początku miałem jechać sam, ale na wyjazd zdecydowała się też Anka.