Tradycyjnie jak co roku planowaliśmy zrobić wypad w długi majowy weekend. Ponieważ początek miesiąca nie był zbyt pogodny, przełożyliśmy wyjazd na drugą połowę maja. Co do gór była zgodność, ostatecznie wybór padł na Beskid Sądecki, Makowski i Gorce. Ja chciałam po długiej przerwie znowu dotrzeć nad Dunajec, Paweł zaś chciał odpocząć od miasta i pojeździć po górzystym terenie ponownie (niedawno był w Wierchomli). Piotrek tym razem nie mógł jechać, ponieważ miał dużo pracy.
Głównym celem wyjazdu było wypracowanie metod badawczych inwentaryzacji szlaków rowerowych. Odwiedziliśmy jeden z bardziej interesujących, o ile nie najciekawszy park krajobrazowy w województwie łódzkim. Zwiedziliśmy najciekawsze fragmenty tego regionu, przemierzając szlakami pośród krajobrazów podobnych do tych z Jury Krakowsko - Częstochowskiej. Ale jest tu jeszcze coś więcej. Magnesem równie silnie przyciągającym turystów jak wapienne ostańce i źródła jest Warta, która meandrując tworzy tutaj tzw. Wielki Łuk Warty. Poza tym w pamięci pozostaną widoki odkrywek węgla brunatnego i piachy, które towarzyszyły nam niemal bez przerwy w przeciągu tej trzydniowej wycieczki.
Głównym celem mojej wycieczki miał być start w maratonie na orientację DYMnO w Legionowie... Poza tym zwiedzanie Warszawy i Puszczy Kampinoskiej. Była to moja pierwsza samodzielna wycieczka kilkudniowa. Podróżowanie samemu ma swoje plusy i minusy. Najbardziej przeszkadzała kapryśna pogoda i fakt, że przez cztery dni słońce widziałem tylko na ostatnich kilometrach wycieczki. Czynniki te spowodowały, że wyjazd ten nie mogę zaliczyć do najprzyjemniejszych.
Jako cel tegorocznej wycieczki w długi majowy weekend wybrałem Wrocław i obszar Sudetów Środkowych. Niezwykłe bogactwo zabytków stolicy Dolnego Śląska, zróżnicowanie przyrodnicze pasm górskich, w szczególności Gór Stołowych miały zagwarantować atrakcyjne spędzenie czasu przez kilka dni. Dolny Śląsk o tej porze to także duże prawdopodobieństwo dobrej pogody, chociaż w górach nie koniecznie tak musiało być. Na wycieczkę wraz ze mną pojechała Anka. Paweł natomiast został w domu ze względu na maturę, do której miał przystąpić.
Rowerzyści z Łodzi i okolic mają czego zazdrościć mieszkańcom Krakowa. W samym mieście i okolicach jest wiele bardzo atrakcyjnych terenów do jazdy na rowerze. Jednym z takich obszarów są Dolinki Krakowskie, dokąd ja i Paweł wybraliśmy się, by podziwiać na rowerach uroki jesieni.
W dniach od 3 do 28 lipca odbyłem praktyki w hotelu Astor Sporthotel w Jastrzębiej Górze. W planach był wyjazd z dwoma kolegami z roku jednak ze względu na brak obiecanych wcześniej noclegów w hotelu, zrezygnowali. Postanowiłem więc, że pojadę z Pawłem. Miesiąc czasu to dużo by oprócz praktyk pozwiedzać na rowerze bliższe i dalsze okolice tej nadmorskiej miejscowości.
Długi majowy weekend to dobra okazja na dłuższy wypad rowerowy. W tym roku zaplanowałem czterodniową trasę na wschód, której głównymi punktami miały być Puławy, Kazimierz Dolny oraz Radom. Początkowo część trasy planowałem pokonać pociągiem z Tomaszowa Maz. do Radomia lub z Radomia do Tomaszowa Maz., żeby ominąć mało atrakcyjne tereny. Niestety od jakiegoś czasu brakuje bezpośredniego połączenia kolejowego między tymi miastami. Dlatego też, rezygnując również z wcześniej planowanego pobytu w Nałęczowie postanowiłem, że razem z Pawłem i Anką całą trasę pokonamy na rowerach.
Plany wycieczki na Słowację w ogólnym zarysie pojawiły się już kilka miesięcy wcześniej, jednak dopiero kilka tygodni przed wyjazdem zacząłem dokładnie ustalać przebieg trasy. Głównym celem tej wycieczki miała być Mała Fatra na Słowacji, ale nie mniej atrakcyjnie zapowiadał się Beskid Śląski, Żywiecki i inne tereny przez które mieliśmy przejeżdżać. W wycieczce oprócz mnie wziął udział także Paweł. Trasa zapowiadała się bardzo ciekawie, co nie znaczyło że będzie łatwo. Czekały nas przecież góry i to nie małe...
Zamysł wyjazdu na Ponidzie pojawił się już co najmniej pół roku wcześniej. Większość turystów udających się w tą część Polski wybiera Jurę Krakowsko – Częśtochowską lub Góry Świętokrzyskie. My postanowiliśmy zobaczyć co jest pośrodku, tym bardziej, że wymienione regiony już poznaliśmy. Poprzez tą wycieczkę chciałem także pokazać, że warto poznać tę część Małopolski. Oprócz mnie udział w niej wzięła Anka i Paweł. Czekały na nas gotyckie kościoły o stromych dachach, ponidziańskie uzdrowiska, łagodne pagórki świętokrzyskiego stepu oraz bliskie spotkanie z bizonami. Ale miały być również ciężkie podjazdy i odwiedziny w stolicy województwa, gdyż oprócz Ponidzia odwiedziliśmy również Góry Świętokrzyskie.
Poważnie o wyjeździe na Roztocze zacząłem myśleć po zagłębieniu się w lekturę przewodnika opisującego te tereny, zakupionego przez mamę w czasie jej pobytu w sanatorium w Horyńcu. Zaplanowałem trasę przez północną część Wyżyny Kielecko – Sandomierskiej, polską część Roztocza bez Roztocza Zachodniego. Jazdę po roztoczańskich wzniesieniach zamierzałem kontynuować na Ukrainie docierając do Lwowa. Powrót również rowerem przez Kotlinę Sandomierską i ponownie Wyżynę Kielecko – Sandomierską. Z różnych względów nie dojechaliśmy jednak do Lwowa. Miała to być nasza najdłuższa dotychczasowa wycieczka rowerowa. Oprócz mnie udział w niej wziął Paweł i Anka.
Większość dotychczasowych wycieczek realizowana była na południe od naszego miejsca zamieszkania. Postanowiłem więc, że celem pierwszej tegoroczna kilkudniowej wycieczki będzie Wielkopolska. Zwiedzaliśmy wschodnią i środkową część tego regionu z jego stolicą Poznaniem. Nasza uwaga koncentrowała się na walorach antropogenicznych, chociaż nie brakowało również atrakcji przyrodniczych. To tutaj rodziły się początki państwowości Polski, co mogliśmy prześledzić zwiedzając zabytki pochodzące z tego okresu. Wydawało by się, że obszar Wielkopolski nie jest wymagający dla rowerów, jednak my mogliśmy się przekonać, że nie zawsze tak jest. Tydzień pedałowania po wielkopolskich szlakach udowodnił nam, że jest to atrakcyjny region godny polecenia innym rowerzystom.
Był to nasz pierwszy wyjazd rowerowy w "prawdziwe" góry. Dojazd w Sudety zaplanowałem rowerem, natomiast kwestię powrotu mieliśmy rozstrzygnąć w czasie trwania wycieczki. Odwiedziliśmy niemal wszystkie pasma górskie otaczające Kotlinę Kłodzką. Nie uniknęliśmy długich i ciężkich podjazdów i dużego wysiłku, który musieliśmy włożyć w ich pokonanie. Nagrodą były piękne widoki gór i szybkie zjazdy. Wyjazd należy zaliczyć do wyjątkowo udanych, tym bardziej, że pogoda była odpowiednia, a w ciągu siedmiu dni wycieczki z nieba nie spadła nawet kropla deszczu.
Była to pierwsza kilkudniowa wycieczka w góry trwająca 4 dni. Chcieliśmy na niej zobaczyć wszystkie najważniejsze atrakcje turystyczne m.in. Dęba Bartka, Święty Krzyż, Łysicę, zamek w Chęcinach i przejechać kilka pasm górskich. Pojechaliśmy na nią w składzie: ja, Piotrek i Anka. Góry Świętokrzyskie miały być rozgrzewką przed wycieczką w Sudety.
Jura Krakowsko-Częstochowska była pierwszą dłuższą wycieczką rowerową. Trwała 6 dni. Wzięli w niej udział oprócz mnie Ani jeszcze: Piotrek, Paweł i Tata. Dzięki zapoznaniu się z przewodnikiem byliśmy przygotowani na zobaczenie liczny jurajskich jaskiń, czystych źródeł, niezwykłych ostańców, monumentalnych zamków, zwanych Orlimi Gniazdami. Naszym zamiarem było poruszanie się po czerwonym pieszym Szlaku Orlich Gniazd. Jura to jedno z najatrakcyjniejszych turystycznie obszarów w Polsce, dlatego nie mogliśmy go pominąć. Nie muszę chyba zachęcać do odwiedzenia tego obszaru Polski, który choć niewielki oferuje tak wiele.