
Aktualności
Wyprawy
Wycieczki
Zawody
Polecamy
O Nas
Goście
|
Wielkopolska 29 lipca - 4 sierpnia 2004
Dzień 1 (29 lipca, czwartek)
Polonia maior
Rano zimno jak na środek lata. Kierujemy się na północny - zachód. Z upływem czasu i przejechanych kilometrów wydaje nam się, że jest coraz zimniej. W okolicach Tuszyna zmuszeni jesteśmy nawet założyć czapki. W Pabianicach robimy dłuższy odpoczynek połączony ze zwiedzaniem tutejszych świątyń. Z zewnątrz oglądamy również renesansowy pałac. Początkowo bardzo ruchliwą drogą krajową, później o znacznie mniejszym natężeniu ruchu, docieramy do Lutomierska. Ciekawostką w tej miejscowości są ruiny zamku zaadoptowane do zabudowań założenia klasztornego oraz fakt, że docierają tutaj tramwaje z Łodzi mimo znacznego oddalenia od aglomeracji. Kolejny odcinek dość przyjemny, w części przebiegający doliną Neru. Okoliczne gospodarstwa są zadbane i tworzą dość harmonijny krajobraz kulturowy. To element charakterystyczny dla Wielkopolski, w której już się znaleźliśmy. W Poddębicach oprócz kościoła oglądamy renesansowy pałac usytuowany w parku miejskim.
Pokonanie odcinka do Uniejowa, pomimo że jest on dość krótki, zajmuje nam więcej czasu niż zakładaliśmy. Korzystamy z gościnności niebieskiego szlaku pieszego, który prowadzi nas trudno dostępnymi ścieżkami prowadzącymi wśród pól i łąk. W Bronowie oglądamy dworek, w którym mieszkała Maria Konopnicka. Do Uniejowa na szczęście już asfalt. W mieście zwiedzamy interesujący kościół, a po przejechaniu Warty gotycki zamek przebudowany w renesansie. Przekraczamy granicę woj. wielkopolskiego wśród rozległych łąk w dolinie Warty. Po drodze oglądamy grodzisko. Nasz najbliższy cel to Turek. Aby się tam dostać musimy jednak pokonać tereny kopalni węgla brunatnego. Trafiamy nad jezioro utworzone po dawnej odkrywce węgla. Poźniej droga nie jest już taka łatwa. Zaznaczone na mapie drogi w rzeczywistości nie istnieją, gdyż tereny, przez które przebiegały, zostały zajęte przez rozrastającą się kopalnię. Wybieramy więc okrężną drogę, by ominąć odkrywkę. To co różni tą kopalnię od lepiej znanej nam bełchatowskiej
to przede wszystkim mniejsza dbałość o środowisko jeżeli chodzi o tereny pokopalniane. Namiot postanawiamy rozbić na takim właśnie terenie w pobliżu odkrywki.
Przejechane: 154,9 km
Dzień 2 (30 lipca, piątek)
W stronę pojezierza...
Ciąg dalszy jazdy przez tereny pokopalniane. Docieramy do Turku. Zwiedzamy neogotycką świątynie i robimy sobie odpoczynek na łądnie ukwieconym rynku. Następnie mijając Władysławów docieramy do Wyszyny (ruiny zamku). Do Żychlina zaplanowałem przejazd niebieskim szlakiem, przebiegającym przez Wysoczyzną Turecką. Dość dużo wysiłku kosztuje nas wjazd na Złotą Górę. Punktu widokowego jednak brak. Pozostaje więc zjazd. Do Konina stąd niedaleko. W mieście zwiedzamy starówkę. Ciekawostką jest najstarszy znak drogowy w Polsce stojący obok najstarszego kościoła w tej miejscowości. Miasto podzielone jest wyraźnie na dwie części, przecięte doliną Warty. Mijając drugą, która rozwinęła się dzięki przemysłowi, oglądamy jesyną w Polsce hutę aluminium. Wyjeżdżamy w kierunku Lichenia. Już z daleka widoczna jest kopuła ogromnej bazyliki, którą wybudowano w ostatnich kilku latach w tej miejscowości. W Grąblinie odwiedzamy miejsce objawienia Maryi. Obecnie znajduje się tu droga
krzyżowa. Stąd już niedaleko do Lichenia. Miejscowość położona nad jeziorem o tej samej nazwie sugeruje nam, że właśnie znaleźliśmy się na Pojezierzu Kujawskim. Zwiedzamy golgotę, stare kościoły i nową bazylikę. Dość ładnie się to wszystko prezentuje, ale chyba trochę za dużo w tym komercji, tym bardziej, że jest to miejsce święte. Z Lichenia wyjeżdżamy zielonym szlakiem mijając kolejne jeziora i plątaninę kanałów. Mijamy Gosławice, będące obecnie dzielnicą Konina, a więc znowu wjechaliśmy do miasta. Nocujemy nad Jeziorem Gosławskim na wzgórzu.
Przejechane: 99,3 km
Dzień 3 (31 lipca, sobota)
Ucieczka z noclegu
Kontynuujemy jazdę zielonym szlakiem. Mijając ładne lasy docieramy do klasztoru Bieniszew. Znajduje się tu jeden z dwóch czynnych zakonów kamedułów, charakteryzujący się bardzo surową regułą. Do środka nie udało nam się dostać. Zwiedzamy za to klasztor w pobliskim Kazimierzu Biskupim. Następny odcinek to jazda przez typowo rolniczy obszar z niewielkimi kompleksami leśnymi, co jest charakterystycznym elementem Kujaw. Docieramy nad Jezioro Powidz. Jedziemy wzdłuż jego brzegów. W Powidzu odbijamy do kolejnego jeziora - Skorzęcińskiego. Nieco mniejsze jeziora mijamy już w okolicach Gniezna. W Jankowie Dolnym wybieram drogę zielonym szlakiem, który dla rowerów jest niemal niedostępny. Z trudem udaje nam się jednak przedrzeć przez zarośnięte wysoką roślinnością ścieżki. W Gnieźnie robimy zakupy w supermarkecie, w dość szybkim tempie zwiedzamy katedrę i inne mniej ważne kościoły i wyjeżdżamy z miasta z nadzieją szybkiego znalezienia miejsca na nocleg. Nie jest jednak tak łatwo.
Praktycznie cała okolica jest wykorzystana rolniczo ze względu na dobre ziemie, które się tutaj znajdują. Lasów praktycznie brak. Występują jedynie niewielkie zadrzewienia śródpolne. W takim właśnie miejscu postanowiliśmy zanocować, gdyż bezskuteczne były nasze prośby o nocleg skierowane do kilku gospodarzy. Jest dość ciepło, dlatego proponuję nie rozbijania namiotu. Zajęci rozkładaniem śpiworów, dostrzegamy samochód, który w niewielkiej odległości od nas zaparkował na polnej drodze. Czekamy kilka minut. "Chyba nas obserwują" - zastanawiamy się. "Pakujemy się i odjeżdżamy" - decyduję. Zwijamy pośpiesznie bagaże. Jest już dość ciemno, tym trudniej o dokładność. Ruszamy przez zboże w kierunku najbliższej drogi. Samochód też rusza. Ogarnia nas jeszcze większy niepokój, co powoduje, że przyspieszamy. Jesteśmy na drodze. Teraz prosto przed siebie. Na szczęście samochód gdzieś zniknął, więc możemy trochę zwolnić. W zupełnej ciemności docieramy do jakiejś miejscowości. Zauważamy kościół. Anka proponuje
zapytać o nocleg na plebani. Ksiądz, który nam otwiera nie jest dość entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu, zgadza się jednak na rozbicie namiotu na terenie plebani.
Przejechane: 109,6 km
Dzień 4 (1 sierpnia, niedziela)
Do stolicy Wielkopolski
Rano Paweł spostrzega, że brakuje mu bluzy i jednej linki. Postanawiam pojechać w kierunku planowanego wczoraj noclegu i odszukać zgubione rzeczy. Znajduję je w zbożu w pobliżu miejsca gdzie chcieliśmy się rozbijać. Wracam na plebanię. Informuję Ankę i Pawła, że jesteśmy w Dziekanowicach nad Jeziorem Lednickim. Objeżdżamy miejscowość. Zamierzamy zwiedzić Ostrów Lednicki lub Wielkopolski Park Etnograficzny. Wybieramy drugą propozycję, chociaż i tak musimy dość długo czekać na otwarcie. W międzyczasie bierzemy udział we mszy. Zwiedzamy skansen, w którym nagromadzono bardzo dużą liczbę budynków o tradycyjnej architekturze z terenu Wielkopolski. W Pobiedziskach, przed zagłębieniem się w lasy Parku Krajobrazowego Promno zjadamy po dużych pizzach. Wspomniany park krajobrazowy chroni dobrze zachowany krajobraz polodowcowy z licznymi niewielkimi jeziorami. Kierując się w stronę pobliskiego już Poznania, nagle słyszymy odgłosy burzy. Pojawia się momentalnie, jedziemy więc
wśród odgłosów grzmotów w stronę zabudowań. Ja i Paweł jedziemy bardzo szybko i Anka zostaje w tyle. Przejeżdżający obok nas kierowca samochodu mówi nam, że nasza towarzyszka zatrzymała się w domu na początku wsi. Wracamy więc po nią. Zostajemy mile przyjęci przez gospodynię, która serwuje gorącą herbatę. Po ustaniu ulewy, zamierzamy jechać dalej, jednak w którymś kole brak powietrza. Po naprawieniu usterki, mijając pagórkowate tereny docieramy do przedmieść Poznania nad Jezioro Swarzędzkie. Stąd do centrum miasta prowadzi dobrze utrzymana i bardzo uczęszczana ścieżka rowerowa. Gdzieś na niej Anka się gubi (!), przez co tracimy sporo czasu. Dojeżdżamy na Maltę. Mijając atrakcyjne tereny rekreacyjne Poznaniaków, docieramy na Ostrów Tumski z widoczną w oddali katedrą. Ze względu na fakt, że jest to moja i Anki trzecia już wizyta w Poznaniu w tym roku, zabytki oglądamy dość pobieżnie, starając się pokazać Pawłowi tylko te najciekawsze. Robi się już ciemno, a trudno poszukiwać miejsca na rozbicie namioty
w centrum miasta, decydujemy się więc na nocleg w schronisku młodzieżowym. Adres jest nam już dobrze znany z poprzedniej wizyty w Poznaniu, trafiamy więc tam bez problemu.
Przejechane: 86,2 km
Dzień 5 (2 sierpnia, poniedziałek)
Ogromne dęby i pełne przepychu pałace
Rano ciąg dalszy zwiedzania Poznania. Na południe wyjeżdżamy doliną Warty przeważnie po ścieżkach rowerowych. Mijamu Luboń i autostradę A2. Za miastem wjeżdżamy na teren Wielkopolskiego Parku Narodowego. Nie zagłębiamy się jednak w tutejsze szlaki. W Puszczykowie zwiedzamy Muzeum im. Arkadego Fiedlera. Znajdują się tutaj kopie różnych pomników i budowli z różnych części świata w większości w zmniejszonej skali. Kolejną miejscowością, w której warto jest się zatrzymać to Rogalin. Podziwiamy tu słynne Rogalińskie Dęby, wyróżniające się swoją wielkością. Nie omijamy również tutejszego pałacu. W Kórniku obok pałacu, interesujący jest również ogród botaniczny. Nie korzystamy jednak z możliwości ich zwiedzania. Następnie kolejno mijamy Środę Wielkopolską, Winną Górę i Miłosław. Poza pierwszą miejscowością, zatrzymujemy się w nich tylko na chwilę, by rzucić okiem na interesujące obiekty, które się tam znajdują. Na nocleg wybieramy ambonę, zlokalizowaną tuż przy lesie w pobliżu
Miłosławia.
Przejechane: 105,2 km
Dzień 6 (3 sierpnia, wtorek)
Najciekawsze już za nami
Wjeżdżamy w lasy objęte ochroną w postaci Żerkowsko - Czeszewskiego Parku Krajobrazowego. Wartę przekraczamy przy pomocy promu. W Śmiełowie oglądamy ładny park, nie zwiedzamy jednak muzeum mieszczące się w tutejszym pałacu. Ze Śmiełowa widoczna jest Łysa Góra - szczyt górujący nad okolicą. Początkowo zamierzałem go zdobyć, ale dojazd okazuje się dość utrudniony. Szybko zjeżdżamy do Żerkowa. To niewielkie miasteczko nie ma dużo do zaoferowania turystom. Zaopatrujemy się więc w żywność i kontynuujemy jazdę po już mniej atrakcyjnych terenach Wielkopolski. Przekraczamy Prosnę. W miejscowości Chocz awaria w Anki rowerze. Kołem wjeżdża na kawałek ostrza, co powoduje, że dętka pęka i natychmiast uchodzi powietrze.
Udaje nam się zakupić dętkę, wymieniamy więc starą. Kolejny odcinek bardzo mało atrakcyjny, pozostaje więc tylko jechać. Mijamy Stawiszyn, Żelazków, Koźminek. Nocujemy w rozbitym namiocie w okolicy Chlewa.
Przejechane: 130,8 km
Dzień 7 (4 sierpnia, środa)
Powrót
W Warcie zwiedzamy tamtejsze świątynie i klasztor. Wyjeżdżamy z miasta, mijamy rzekę Wartę. Jeziorska stąd jednak nie widać, choć co innego sugeruje mapa. Do domu wracamy przez Rossoszycę, Szadek, Łask - Kolumnę, Dłutów.
Przejechane: 122,0
Podsumowanie
Przejechane: 808,0 km
W tym:
woj. wielkopolskie - 532,3 km (65,9%) woj. łódzkie - 275,7 km (34,1%)
Author: Piotrek
Powrót
|
kontakt e-mail:
Piotrek
Paweł
Anka
kontakt gg:
Piotrek (3409721)
Paweł (10208722)
Anka (4000148)








|