
Aktualności
Wyprawy
Wycieczki
Zawody
Polecamy
O Nas
Goście
|
Ponidzie 7-10 lipca 2005
Dzień 1 (7 lipca, czwartek)
Odcinek górski
Pierwsze kilometry jak to zwykle bywa szybko wychodziły spod naszych kół. Jazda trasą z Przygłowa do Sulejowa była prawdziwą udręką. Ruch na drodze był bardzo duży i w dodatku padał deszcz. Na szczęście szybko uporaliśmy się z tym nieprzyjemnym odcinkiem i ruszyliśmy w kierunku Fałkowa. Jazda była dość monotonna, tym bardziej, że dobrze znaliśmy już tą drogę. W Fałkowie zwiedziliśmy ruiny dworu obronnego. Tam też zrobiliśmy pierwszy postój na posiłek. Spędziliśmy tutaj więcej czasu niż przewidywałem, a to dzięki Ance, która się gdzieś zapodziała i nie mogła trafić do grupy. W Woli Szkuckiej poczuliśmy w nogach, że góry są już niedaleko. Obejrzeliśmy drewniany kościółek w Lipie, a następnie jadąc głównie przez lasy dobrą szutrową drogą, dotarliśmy do Radoszyc. W tej jakże starej miejscowości zobaczyliśmy kościół i rynek. Przy wyborze dalszej drogi zdałem się na zdolności orientacyjne Anki i Pawła, którzy jechali do Kielc na maraton niemal identyczną drogą. Po dłuższej chwili okazało się, że źle pojechaliśmy. Dobrze, że się w porę zorientowałem. W Kłucku rozpościerał się ładny widok na Pasmo Oblęgorskie, do którego zmierzaliśmy. Za Skokami rozpoczęliśmy podjazd pod Siniewską Górę (436 m) – najwyższy szczyt tego pasma i całej wycieczki. Było dość stromo, ale udało nam się wjechać. Zatrzymaliśmy się na posiłek na polanie, jednak widoczność była mocno ograniczona. Dopiero po jakimś czasie zaczęło się przejaśniać, gdyż od rana było pochmurno. Kolejną atrakcją był szybki zjazd z przełęczy między Malmurzynem, a Oblęgórem do Oblęgóra. Najwięcej rozpędził się Paweł (73 km/h), ja wyciągnąłem 67 km/h i pobiłem swój dotychczasowy rekord, a najwolniej pojechała Anka.później dotarliśmy do Oblęgorka, gdzie zwiedziliśmy muzeum Henryka Sienkiewicza, mieszczącym się w okazałym dworze. Dalsza droga prowadziła wygodnymi drogami i była bardzo widokowa. Nigdzie wcześniej nie spotkaliśmy się z tak dobrą siecią dróg asfaltowych, które przebiegają tutaj nawet przez najmniejsze miejscowości. Większość z nich to nabytek ostatnich lat. Widać na tym przykładzie, że Świętokrzyskie zmienia swój wizerunek. Niegdyś bardzo biedny region, powoli staje się wzorem do naśladowania dla innych części kraju. Zwiedziliśmy kościół w Chełmach i po kilku kilometrach byliśmy już w granicach administracyjnych Kielc. Miasto spodobało nam się już od samego początku, a to za sprawą gór, które zewsząd je otaczają. Jechaliśmy ulicą Piekoszowską i po zrobieniu zakupów ruszyliśmy na Karczówkę. Na wzgórzu zwiedziliśmy kościół i klasztor pobernardyński. Mieliśmy okazję podziwiać ładną panoramę Kielc z pobliskiego tarasu widokowego. Nie pozostało nam nic innego tylko zjeżdżać do centrum. Nie lada atrakcją był obiad w barze mlecznym naprzeciwko dworca PKP. Porządne jedzenie i w dodatku można się najeść. Mieliśmy więc siłę na dalsze zwiedzanie miasta, które miało dalej charakter objazdówki. Zobaczyliśmy wszystkie najważniejsze zabytki. Byliśmy w kieleckim „Spodku”, czyli dworcu PKS, na rynku, przed Kieleckim Centrum Kultury. Przejechaliśmy reprezentacyjną ulicą Sienkiewicza. Obejrzeliśmy także Pałac Biskupów Krakowskich, katedrę i Dworek Laszczyków. Duże wrażenie wywarł na nas Rezerwat Geologiczny Kadzielnia. Ja i Paweł nie mogliśmy ominąć Skałki Geologów, na którą się wdrapaliśmy. Kadzielnia jest chyba ulubionym miejscem treningu kieleckich downhillowców, gdyż widzieliśmy ich tutaj naprawdę dużo. Nieuchronnie robiło się ciemno, więc musieliśmy jak najszybciej wyjechać z miasta i poszukać miejsca na nocleg. Namiot rozbiliśmy w młodniku sosnowym niedaleko Sukowa w pobliżu rzeki Lubrzanki.
Przejechane: 146,5 km
Dzień 2 (7 lipca, piątek)
Do kościoła na... grzyby
Rano dotarliśmy do Daleszyc. Zwiedziliśmy tutejszy kościół i ruszyliśmy niebieskim szlakiem w Pasmo Cisowskie. Droga była dość wąska urozmaicona podjazdami i zjazdami. Wjeżdżając na Górę Stołową (423 m) musieliśmy niestety zejść z rowerów, gdyż było zbyt stromo. Ciężkie podjazdy wynagrodził nam ładny widok ze skraju polany niedaleko Cisowa. Zjeżdżając do wsi Widełki zatrzymaliśmy się na truskawki. Dojechaliśmy do Huty Nowej, za którą rozpoczyna się Pasmo Ocięsęckie. Nie jechaliśmy już jednak szlakiem, a wygodna dobrą drogą asfaltową północnym skrajem tego pasma. Szybki zjazd i już jesteśmy na Pogórzu Szydłowskim. Jechaliśmy przez suche bory sosnowe, aż do Rakowa. Miejscowość będąca niegdyś stolicą polskich arian swoje czasy świetności ma już dawno za sobą. Warto tutaj zajrzeć przede wszystkim dla ciekawej historii. Kres rozwojowi miejscowości dała ustawa represjonująca braci polskich. Wybudowano barokowy kościół, który miał być symbolem zwycięstwa katolicyzmu. Za Rakowem jechaliśmy po pagórkowatym terenie Pogórza Szydłowskiego. W oddali było jeszcze widać niskie szczyty Gór Świętokrzyskich. Minęliśmy Chańczę i dotarliśmy na tamę Jez. Chańcza – największego w woj. Świętokrzyskim. Tutaj zrobiliśmy dłuższy odpoczynek. Droga z Korytnicy przez Katuszów do Kurozwęk biegła skrajem wysoczyzny. Po lewej stronie rozpościerały się rozległe łąki, aż do rzeki Czarnej. W Kotuszowie wstąpiliśmy do kościoła, gdzie znalazłem... grzyba. Sporych rozmiarów zajączek rósł tuż za progiem świątyni. Zerwałem go i położyłem na tacę stojącą przy wejściu. W Kurozwękach ominęliśmy pałac i ruszyliśmy prosto na spotkanie z bizonami. Z nimi nie ma żartów, a Anka najwyraźniej je zlekceważyła i została obficie pochlapana przez jednego z nich. Długo moglibyśmy obserwować to jedyne w Polsce stado tych ssaków, mających warunki zbliżone do naturalnych, jednak musieliśmy jechać dalej. Kierowaliśmy się w stronę Szydłowa – polskiego Carcassone. Po drodze mijaliśmy ogromne sady głównie śliwkowe. To prawdziwe zagłębie tych owoców, szkoda tylko, że były jeszcze niedojrzałe. Zwiedzanie Szydłowa to podróż w przeszłość, aż do średniowiecza. Dobrze zachowane mury miejskie, kościół św. Władysława – pokutna świątynia Kazimierza Wielkiego, kościół Wszystkich Świętych, zamek i synagoga tworzą niepowtarzalną całość. Odwiedziliśmy także niewielkie jaskinie, które należały kiedyś do Zbója Szydła. Ja i Paweł wspięliśmy się na Bramę Krakowską, która zachwyca swoją wielkością. Jeszcze tylko kilka łyków ze źródełka wypływającego u podnóży murów i dalej w kierunku Stopnicy. Droga była dość monotonna, ale za to szybko ją przejechaliśmy, zatrzymując się tylko przy kościele w Kargowie i na truskawkach. XIV – wieczny gotycki kościół w Stopnicy, wzniesiony przez Kazimierza Wielkiego robi duże wrażenie głównie ze względu na strzelistość dachu. Wnętrze, chociaż prawie puste, również prezentuje się ciekawie. Jego zwiedzanie udostępniła nam zakonnica z miejscowego klasztoru. Otrzymaliśmy od niej również widokówki z wizerunkiem kościoła. Później pojechaliśmy do wspomnianego wcześniej klasztoru, mijając po drodze dawny zamek, którego nie zauważyliśmy. Dopiero później zorientowaliśmy się, który to z budynków. Był w tak w opłakanym stanie, że nigdy bym go nie rozpoznał, gdyby nie tabliczka z napisem na murze. Wjechaliśmy na wzgórze za Stopnicą i podziwialiśmy jeden z typowych widoków na Ponidziu z sylwetką gotyckiego kościoła w tle. Zobaczyliśmy tu również drzewa oblepione czereśniami, których nie sposób było ominąć. Jedliśmy i zbieraliśmy do torebek. Dopiero później zorientowałem się, że w niektórych są glizdy. Po zjedzeniu czereśni zawierających białko zatrzymaliśmy się znowu na kolejny posiłek. W drodze do Solca był jeszcze Zborów, gdzie obejrzeliśmy pałac Tarnowskich. Solec Zdrój jako uzdrowisko nie przedstawia się zbyt imponująco. Ta mała miejscowość nie ma dużo do zaoferowania kuracjuszom. Nawet park zdrojowy nie zachęca do odbywania spacerów, a miejscowość sprawia wrażenie trochę opuszczonej. Pojechaliśmy zielonym szlakiem biegnącym parkiem połączonym z lasem. Postanowiliśmy rozbić namiot w młodniku między Chirkowem, a Rzegocinem.
Przejechane: 106,9 km
Dzień 3 (9 lipca, sobota)
Słoneczna kraina kościołów, gipsu i truskawek
Jechaliśmy w kierunku Wiślicy, teren stawał się coraz bardziej równinny. W Strożyskach zwiedziliśmy interesujący kościół, swymi początkami sięgającymi XIV wieku. Za wsią było prawie zupełnie płasko. Minęliśmy stawy hodowlane i rozległe pola upraw warzyw. W Wiślicy pojechaliśmy najpierw na rynek, a później zwiedziliśmy bardzo ciekawą kolegiatę. Byliśmy też w grodzisku i na tzw. „Psiej Górce”. Zwiedziliśmy interesujące muzeum mieszczące się w Domu Długosza, relikty kościoła św. Mikołaja z zachowaną starą misą chrzcielną. Udaliśmy się również do podziemi kolegiaty, gdzie w rezerwacie archeologicznym mieliśmy okazję zobaczyć słynną posadzkę wiślicką, przedstawiającą scenę modlitwy sześciu osób. W drodze do Chotla Czerwonego minęliśmy jeszcze kościół św. Wawrzyńca w Gorysławicach. Niebieski szlak biegnący polną drogą zaprowadził nas pod kolejny gotycki koścół pokutny Kazimierza Wielkiego. Wcześniej jednak podjechaliśmy do niedaleko położonego rezerwatu stepowego Przęślin. Na malowniczym wzgórzu ostoję znalazło wiele chronionych roślin, w tym rośliny ciepłolubne, charakterystyczne dla Ponidzia. Obok wspomnianego kościoła zobaczyliśmy także ciekawe odsłonięcie geologiczne. Następną atrakcją miał być kolejny rezerwat, tym razem przyrody nieożywionej. Nadal jechaliśmy niebieskim szlakiem. Wygodna szutrowa droga biegnąca skrajem niewysokiego wzgórza zaprowadziła nas do miejscowości Skorocice. Po drodze był jeszcze przystanek na truskawki, z uprawy których słyną okolice Buska Zdroju. Rezerwat Skorocice jest jednym z najbardziej znanych rezerwatów tego regionu. Mamy tu do czynienia z krasem, ale nie w wapieniu jak np. na sąsiedniej Jurze, a w gipsie. Przejechaliśmy głęboko wciętą doliną potoku, który meandrując często znikał pod skałami, by po chwili znów pojawić się na powierzchni. Północna część rezerwatu to niewysokie wzgórza porośnięte roślinnością kserotermiczną. W Chotelku Zielonym zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć drewniany kościół. Stąd już niedaleko do Buska Zdroju. Do miasta wjechaliśmy od części uzdrowiskowej. W Parku Zdrojowym dopadł nas deszcz. Warto przy tej okazji wspomnieć, że jest to najbardziej nasłonecznione uzdrowisko w Polsce. W najstarszym tutejszym Sanatorium Marconi, wybudowanym w stylu klasycystycznym nabraliśmy bardzo dobrej wody. Jeszcze kilka kółek po parku i al. Mickiewicza skierowaliśmy się do centrum miasta, odwiedzając po drodze supermarket. Przyjrzeliśmy się rynkowi, zobaczyliśmy synagogę, klasztor i drewniany kościół stojący na cmentarzu. Kilka kilometrów od Buska znajduje się Kombinat Gipsowy „Dolina Nidy”. Zobaczyliśmy tam wielkie wyrobiska gipsu oraz zakład przemysłowy służący do jego przerobu. Skorzystaliśmy też z krótkiej kąpieli w zbiorniku wodnym znajdującym się w miejscu dawnego wyrobiska. Poszukiwaliśmy też jaskini, którą miałem zaznaczoną na mapie jednak bezskutecznie. Rezerwat Krzyżanowice, położony na wzgórzu stromo opadającym w dolinę Nidy przedstawia bardzo ciekawe walory krajobrazowe. Z tego też powodu warto się tutaj wybrać. Z niewyjaśnionych do końca przyczyn Anka oddzieliła się tutaj od grupy. Spotkaliśmy się pod kościołem w Krzyżanowicach, wybudowanym w stylu klasycystycznym co jest dość rzadkie wśród budowli sakralnych. Droga do Pińczowa to jazda doliną rzeki lub w pobliżu niej. W pokonaniu ostatniego odcinka pomógł nam pewien rowerzysta, któremu ja i Paweł usiedliśmy na kole. W mieście zwiedziliśmy klasztor reformatów, położony w części zwanej Mirów, będącej niegdyś samodzielną miejscowością oraz kościół św. Jana. Jednak najbardziej charakterystycznym elementem jest manierystyczna kaplica św. Anny. By do niej się dostać należy pokonać podejście pod wcale niemałe wzgórze. A gdy ma się do dyspozycji rowery jest jeszcze trudniej. Wyjeżdżając z miasta przez dłuższy czas po prawej stronie mogliśmy obserwować tzw. Góry Pińczowskie o dość stromych zboczach, a po lewej tory kolejki wąskotorowej do Jędrzejowa. Przekroczyliśmy most na Nidzie i w tym momencie zaczęło kropić. Padało coraz bardziej, ale zatrzymaliśmy się dopiero w Imielnie. Deszcz nie ustał do końca, ale ruszyliśmy dalej. W Węglenicach było już zupełnie sucho, gdyż tutaj w ogóle nie padało. Namiot rozbiliśmy pod Jędrzejowem niedaleko linii kolejowej.
Przejechane: 95,0 km
Dzień 4 (10 lipca, niedziela)
Muzeum, w którym czas to pieniądz
Ostatni dzień naszej wędrówki rowerowej po Ponidziu rozpoczął się pochmurnie. W Jędrzejowie zwiedziliśmy kościół św, Trójcy w centrum oraz najważniejszy zabytek miasta opactwo cystersów. Początki klasztoru to głębokie średniowiecze, jednak najstarsze ślady romańskie w architekturze zespołu są prawie nie widoczne. Dominuje za to o wiele późniejszy barok. Nam nie udało się dokładnie obejrzeć wnętrza, gdyż w momencie zwiedzania trwała msza. Zwiedziliśmy również Muzeum im. Przypkowskich, gromadzące niezliczoną ilość i różnorodność zegarów. Kolejny odcinek trasy był dość monotonny. Nie jechało nam się zbyt dobrze ze względu na duże zachmurzenie i przez jakiś czas padający deszcz. Później na horyzoncie pojawiłey się wzgórza Pasma Przedborsko – Małogoskiego, które przez długi czas towarzyszyło nam aż do Przedborza. Mieliśmy spore kłopoty ze znalezieniem odpowiedniej drogi na odcinku z Kozłowa do Krasocina, przez co zrobiliśmy kilka kilometrów więcej. W Krasocinie przejeżdżaliśmy koło murowanego wiatraka, a właściwie tylko tego co z niego pozostało. Po pokonaniu wzgórz wspomnianego wcześniej pasma znaleźliśmy się w Zeleźnicy. W miejscowości tej znajduje się postument z koroną, który upamiętnia wizytę w tych okolicach Kazimierza Wielkiego. Ponoć król ten uległ wypadkowi podczas polowania w tutejszych latach, wskutek którego zmarł. Miejscowość warta jest uwagi z jeszcze innego powodu. Otóż leży ona po obu stronach granicy województwa łódzkiego i świętokrzyskiego, a linią oddzielającą te części jest rzeka Czarna. W znanych nam już Górach Mokrych mieliśmy kolejny przystanek, tym razem przymusowy. Przyczyną był padający deszcz. W Przedborzu przyjrzeliśmy się rynkowi, który został zrewitalizowany od czasu naszej poprzedniej wizyty w tym mieście. W czasie powrotu do domu często musieliśmy stawać i ustępować pierwszeństwa padającemu deszczowi.
Przejechane: 131,0 km
Podsumowanie
Przejechane: 479,4 km
W tym: woj. świętokrzyskie - 371,1 km (77,4%) woj. łódzkie - 108,3 km (22,6%)
Author: Piotrek
Powrót
|
kontakt e-mail:
Piotrek
Paweł
Anka
kontakt gg:
Piotrek (3409721)
Paweł (10208722)
Anka (4000148)








|