KTR BikeOrient

Aktualności Wyprawy Wycieczki Zawody Polecamy O Nas Goście

Góry Świętokrzyskie 13-16 lipca 2003


Dzień 1 (13 lipca, niedziela)

Konecki epizod

Wyruszyliśmy wcześnie rano :). Po 3 km zastał nas deszcz, który zmusił nas do postoju. Początkowo drogą, aż do Sławna była niezbyt pasjonująca. Nie zatrzymaliśmy się nawet na tamie w Smardzewicach, gdyż góry się już na nas niecierpliwiły. Następnie przez Białaczów do Modliszewic, gdzie znajduje się dwór obronny otoczony fosą, który rzeczywiście był dobrze chroniony. Strzegła go pewna baba, która na nasz widok wyskoczyła z mordą. Dwór ten naprawdę robi duże wrażenie, polecam go zwiedzić. To zaledwie rzut pedałem od Końskich w kierunku zachodnim.W Końskich zwiedziliśmy kościół z piaskowca i piękny duży park, po którym można było nieźle poszutrować (niezłe hopki, ale my niestety z bagażami). Naszą ekipą żywo zainteresował się pewien starszy jegomość, który radził nam gdzie dalej jechać, ale nie skorzystaliśmy z jego wskazówek, bo mieliśmy dopracowany plan do perfekcji.W Sielpii Wielkiej nad pięknym jeziorem z wieloma wysepkami pękła mi sprężyna przy siodełku :( Utrudniało to trochę dalszą jazdę. Jadąc dalej zerwała się wichura i zaczęło lać, szybko jednak schowaliśmy się w najbliższym sklepie. A ponieważ jesteśmy zapobiegliwi nabraliśmy wody z deszczówki, w której się później wykąpaliśmy! Czekając, aż deszcz przestanie padać jedliśmy bardzo pożywne musli z rodzynek, płatków owsianych i słonecznika (pycha!). Jadąc dalej przez Samsonów (stare piece do wytopu rud żelaza) dotarliśmy do Bartkowa koło Zagnańska. Tam obeszliśmy dookoła Dęba Bartka. W Ścięgnej zobaczyliśmy fajny kościół więc postanowiliśmy przyjrzeć mu się z bliska. A że w pobliżu był kamieniołom to rozbiliśmy nad nim namiot. W nocy Anka z Piotrkiem porządnie się przestraszyli słysząc, że ktoś zbliża się w naszą stronę. Kiedy wyjrzeliśmy z namiotu gościu zawrócił do wioski..

Przejechane: 127,05 km
Czas: 7h 20min
Średnia: 17,84 km/h


Dzień 2 (14 lipca, poniedziałek)

Łysogóry pokonane

Wstaliśmy i znowu składanie namiotu, czego bardzo nie lubimy. Oglądając kamieniołom zauważyłem ślady motorów crossowych, które zjeżdżały w przepaść. Ja też chciałem zjechać w przepaść rowerem, ale mi nie dali. Ruszyliśmy przez Pasmo Klonowskie. Mimo, że Anka jechała ostatnia zauważyła dorodnego i dużego borowika. Stwierdziliśmy, że podarujemy go pierwszej napotkanej osobie. Tym szczęśliwcem okazał się berbeć, który plątał się koło domu w miejscowości Barcza. Jadąc przez Bukową Górę, zjechaliśmy dziurawym asfaltem wjeżdżając na kamienistą drogę, którą tłukliśmy się ok. 5 km. W Bodzentynie zwiedziliśmy ruiny zamku, kościół i "piękny” rynek. Następnie lekko pagórkowatą drogą do Nowej Słupi. Po drodze odpoczęliśmy i zjedliśmy koło drogi podziwiając Łysogóry. W Nowej Słupi kupiliśmy sobie po izostarze i ruszyliśmy na górę niebieskim szlakiem. Na wjeździe do parku stał strażnik zdzierający kasę z podróżnych. Postanowiłem z rozpędu go wyminąć, ale że było ostro pod górkę nie dałem rady, stanąłem i 3,50 w plecy :( Drogę na szczyt spowalniała Anka, która nie dawała rady jechać, więc co jakiś czas zatrzymywaliśmy się i wypatrywaliśmy jej wśród kamieni. Ze Św. Krzyża rozpościerał się piękny widok na okoliczne pasmo Jeleniowskie i okoliczne górki. W kościele przeczekaliśmy kilkuminutowy deszcz, zwiedzając muzeum misyjne, obejrzeliśmy gołoborza i ruszyliśmy w dół :) Zjechaliśmy gładkim, krętym lecz mokrym asfaltem z prędkością 60 km/h mijając kręcących się ludzi. Zjedliśmy i odpoczęliśmy w barze. Następnie poczekałem aż Piotrek i Anka zjadą w dół i sam ruszyłem. Nie rozpędzając się zbytnio przy 50 km/h widząc prawie 90 stopniowy zakręt zacząłem lekko hamować. Ale mokry asfalt z piaskiem robią swoje. Zarzuciło mi tylne koło i już nie było ratunku. Poślizgnąłem się na ręce i lewym kolanie, a rower wpadł do rowu:) Anka z Piotrkiem wrócili się opatrzyć moją ranę. Lecz za następnym zakrętem pobiłem swój dotychczasowy rekord na asfalcie z 63 km/h (w trenie 80 km/h) do 65 km/h. Dalej napotykaliśmy rzeczki, w których można się było umyć. Zjedliśmy resztki truskawek rosnących na polu i wjechaliśmy do lasu. W lesie wsiedliśmy na czerwony szlak. Od tej pory zaczął się stromy podjazd po mokrej nawierzchni do kaplicy św. Mikołaja. Tam odpoczęliśmy i zjadłem batonika. Dalej już nie było tak stromo. Wąską ścieżką posuwaliśmy się naprzód między kamieniami. Na Łysicę dotarliśmy około godziny 20. Nie mogliśmy więc sobie pozwolić na dłuższy odpoczynek. Byłem bardzo zadowolony ze zdobycia szczytu, gdyż była to do tej pory najwyższa górka na jakiej w ogóle byłem. Anka z Piotrkiem byli kiedyś na wycieczce w Górach Świętokrzyskich więc nie dziwili się tak jak ja. Zachwyciły mnie też olbrzymie jodły we mgle. Zaczęliśmy powoli zjeżdżać z góry na początku było to utrudnione przez duże bloki skalne. Jechaliśmy więc lasem. Ja trochę ryzykowałem jadąc ze słabymi hamulcami, naciskając je do oporu i poruszając się z prędkością 10 km/h. Zjazd kosztował mnie zdarcie, ćwierci klocków. Zatrzymaliśmy się przy źródle św. Franciszka. Jednak dochodziła 21 i robiło się ciemno. Podczas rozkładania namiotu na łące między drzewami, w naszą stronę zaczął iść jakiś mały ludek. Myślałem, że chce nas zaprosić do domu, ale popatrzał na nas z oddali i poszedł. Sianko z kopki posłużyło nam jako materac.

Przejechane: 70,54 km
Czas: 5h 5min
Średnia: 13,57 km/h

Dzień 3 (15 lipca, wtorek)

Następnego dnia zwiedziliśmy klasztor przy którym jakaś kobiecina pytała się czy nie szukamy noclegu, bo ona ma gospodarstwo agroturystyczne. Podziękowaliśmy bo było rano więc po co nam nocleg (nie jesteśmy tacy za luksusami). Pojechaliśmy jeszcze do wczorajszego źródełka uzupełnić zapasy wody. Następnie odwiedziliśmy rodzinne strony Stefana Żeromskiego Ciekoty. Przejeżdżaliśmy obok szczytu Żarnowica i poczuliśmy się jak w domu. Podziwialiśmy przełom Lubrzanki i zjedliśmy tam śniadanie mocząc zmęczone stopy w rzece. Przed Leszczynami Piotrek wykręcił po raz pierwszy dobrą prędkość (60 km/h). Powoli wjechaliśmy na ruchliwą drogę, którą dotarliśmy do Chęcin przecinając trasę E 77. W Chęcinach byłem bardzo zmęczony więc nie mogłem się obyć bez Red Bulla. Osłabienie to spowodowane było przemarznięciem w nocy (zimny śpiwór). Ja z Piotrkiem zwiedziliśmy zamek. Następnie nadłożyliśmy drogi aby zwiedzić skansen w Tokarni. Były tam stare chaty, kościół, wiatrak, spichlerz urządzone jako stara osada. Ja nie byłem zachwycony tym widokiem jak Piotrek i Anka. Następnie trochę się wróciliśmy. W Rudzie Zajączkowskiej pięć wyrośniętych dzieci próbowało się z nami ścigać, ale my się tak łatwo nie daliśmy i po przejechaniu około 1 km straciliśmy ich z oczu (słabiaki). Za Łopusznem rozbiliśmy namiot na pięknej łączce niedaleko lasu (cisza).

Przejechane: 100,30 km
Czas: 5h 3min
Średnia: 21,5 km/h


Dzień 4 (16 lipca, środa)

Przed Rudą Pilczycką ostatnie widoki na Pasmo Przedborsko – Małogoskie. W Pilczycy przewodnik tzn. Piotrek pomylił drogę i skierował nas na Radwanów zamiast na Rudę Pilczycką. W lesie zaczęli ścigać nas dwaj rowerzyści. Jechali za nami od dłuższego czasu. Ze względu na bolący mnie od jakiegoś czasu ząb i to, że na wyboistej drodze wysunął mi się śpiwór z bagażnika, nie dałem rady ich wyścignąć. W Czermnie widzieliśmy po raz pierwszy na naszej wycieczce dwie cyklistki na kolarkach obładowane bagażami. Dalej było już tylko gorzej, ząb mnie bolał coraz bardziej i zrobiliśmy dłuższy postój około godzinny pod przydrożnym drzewem przed Niewierszynem. W Sulejowie jedząc spokojnie lody nagle usłyszeliśmy przeraźliwy syk (pssss). Przyczyną tego był kolec, który tkwił w oponie Anki bika. Dokończyliśmy jeść i zabraliśmy się do naprawy nad Pilicą. Była to pierwsza guma na wycieczce. Z Sulejowa już tylko 15 km do domu.

Przejechane: 87,07 km
Czas: 4h 40min
Średnia: 21,5 km/h


Podsumowanie

Przejechane:384,96
Czas:22,08
Średnia: 17,43 km/h

W tym:

woj. świętokrzyskie - 277,2 km (73,1%)*
woj. łódzkie - 101,9 km (26,9%)*

*według obliczeń Piotrka

Opis ten otrzymał trzecie miejsce w konkursie Magazynu Rowerowego na najciekawszą relację z wycieczki rowerowej

Author: Paweł


Powrót

kontakt e-mail:
Piotrek Paweł Anka

kontakt gg:
Piotrek (3409721)kontakt gg
Paweł (10208722)kontakt gg
Anka (4000148)kontakt gg


BikeOrient - Maraton Rowerowy na Orientację






bikeBoard - magazyn rowerowy




Airbike - więcej niż sklep rowerowy




Podróżnik.net - serwis ludzi ciekawych świata




Koło Roweru - wyprawy, turystyka, przygoda, sprzęt




Cykloid - Kalendarz Wypraw Rowerowych XXI wieku

Wrower - największy polski wortal rowerowy




CykloManiak.pl - o rowerach w Łodzi i nie tylko



Copyright © 2006-2008 BikerzyTour