KTR BikeOrient

Aktualności Wyprawy Wycieczki Zawody Polecamy O Nas Goście

Wrocław & Sudety Środkowe 29 kwietnia - 4 maja 2007


Dzień 1 (29 kwietnia, niedziela)

Przez wrocławskich ulic sto...

Wsiadamy na dworcu w Piotrkowie do pociągu, którym po ponad 4 godzinach docieramy do Wrocławia. W planie jest przejazd ulicami miasta obok najciekawszych obiektów architektonicznych, a są to głównie kościoły. Ulicą Świdnicką docieramy do Rynku Starego Miasta. Gotycki ratusz wraz z kamienicami pochodzącymi z różnych okresów prezentują się bardzo okazale. Zniszczone miasto podczas II wojny światowej zostało pieczołowicie odbudowane, szczególnie jeśli chodzi o najcenniejsze zabytki. Po zwiedzeniu starówki jedziemy w kierunku Nowego Miasta, dzielnicy zamieszkiwanej przed wojną głównie przez Polaków, co było przyczyną jej największego zniszczenia. Obecnie obszar ten w znacznej części zajmuje Park Słowackiego, w którym znajduje się m.in. obiekt, w którym mieści się Panorama Racławicka i Muzeum Narodowe. Rezygnuję z wcześniej planowanego zwiedzania Panoramy Racławickiej. Bulwarem nadodrzańskim udajemy się do części miasta zlokalizowanej na północ od Rynku zdominowanej przez obiekty Uniwersytetu Wrocławskiego. Ponadto obejrzeć tu można Halę Targową, gmach Ossolineum oraz liczne kościoły. Odwiedzamy odrzańskie wyspy, połączone ze stałym lądem kilkoma mostami. Mostem Tumskim dostajemy się na Ostrów Tumski, z górującą nad miastem dwuwieżową gotycką katedrą. Zagłębiam się w tutejsze malownicze uliczki, zwiedzając przy okazji inne pobliskie świątynie, po czym oddalamy się od centrum. Odwiedzamy Park Szczytnicki z Halą Ludową, drewnianym kościołem i Ogrodem Japońskim. Wracamy do centrum wygodną szutrową ścieżką biegnącą wzdłuż Odry. Powoli zapada zmrok. Ulicą Powstańców Śląskich kierujemy się na południe by wyjechać z miasta. Na przedmieściach w pobliżu autostrady A4 mijamy wielkie centra handlowe wjeżdżając do jednej z bogatszych gmin w Polsce – gminy Kobierzyce. Jest już zupełnie ciemno, ale drogę rozświetla księżyc w pełni. Zbaczamy z ruchliwej drogi i za ostatnimi zabudowaniami poszukujemy miejsca na rozbicie noclegu. Wybieramy przydrożne zadrzewienia.

Wnętrze wrocławskiego dworca

Opera wrocławska

Wrocław posiada wiele interesujących współczesnych rzeźb

Wrocławski ratusz świadczy o dawnej zamożności miasta

Wrocław będzie gospodarzem EURO w 2012 roku

Chyba mu się oberwie...

Figurka kata wieńcząca pręgierz na tle wrocławskiego ratusza

Kamieniczki Jaś i Małgosia u podnóża kościoła św. Elżbiety

Detal architektoniczny z kościoła św. Elżbiety

Pomnik ku Czci Zwierząt Rzeźnych

Kościół św. Wojciecha w odbiciu elewacji Galerii Dominikańskiej

Wrocławski Rynek

Za mną Ostrów Tumski z górującą katedrą

Uniwersytet Wrocławski

Gmach Ossolineum

Gotyk w architekturze sakralnej Wrocławia zdecydowanie dominuje

Most Tumski z katedrą w tle

Katedra

Stalle w katedrze

Hala Ludowa. Przed nią Iglica.

Park Szczytnicki

Most Grunwaldzki

Kościół św. Magdaleny przeglądający się w szklanej elewacji budynku

Romański portal gotyckiego kościoła św. Magdaleny

Zajezdnia tramwajowa

Przejechane: 57,07 km
Czas: 4h 56 min
Średnia: 11,58 km/h


Dzień 2 (30 kwietnia, poniedziałek)

Cooltowa góra Ślęża

Budzimy się po raz któryś z kolei, ale wreszcie jest odpowiednia godzina, by wyczołgać się ze śpiworów. A nie jest to wcale takie proste. Jest bardzo zimno, jednak udaje nam się jakoś przygotować do dalszej drogi. Przed nami płaski odcinek Niziny Śląskiej, ale w oddali widać już Ślężę, do której zmierzamy. Mijamy bezleśne niemal tereny z rozległymi polami kwitnącego rzepaku i wioskami z charakterystycznymi poniemieckimi domami z czerwoną dachówką. Nasz cel, czyli Ślęża jest coraz bliżej. U podnóża góry odwiedzamy Sobótkę z dwoma gotyckimi kościołami i starożytnymi rzeźbami kultowymi, które były symbolami wierzeń w czasach przedchrześcijańskich. Podobne rzeźby spotykamy również w drodze na Ślężę. Pierwszą górę jaką zdobywamy to Wieżyca. Na szczycie stoi wieża widokowa, jednak nie korzystamy z możliwości obejrzenia z niej okolicy, mając nadzieję na lepsze widoki ze znacznie wyższej Ślęży. Droga na szczyt o wysokości 718 m wymaga od nas włożenia wiele wysiłku, zwłaszcza, że musimy pchać obładowane bagażami rowery. Chwila odpoczynku na górze i bardzo przyjemny zjazd. Tu nadal teren jest pagórkowaty, ale nie ma już potrzeby schodzenia z roweru. W oddali Góry Sowie, dokąd dzisiaj zamierzamy dojechać. Wcześniej jednak docieramy do Dzierżoniowa. W dosyć przyjemnym mieście zamawiamy w restauracji po pizzy i udajemy się w kierunku Przełęczy Jugowskiej w Górach Sowich mijając znacznie mniej ciekawe miasto Pieszyce. Zapada już zmrok, ale zależy mi, żebyśmy zanocowali na przełęczy. Po długim podjeździe stajemy na rozległej polanie skąd rozpościera się panorama na okoliczne pasma górskie. Obok turystycznego schronu rozbijamy namiot. Rozpalam ognisko, żebyśmy mogli się trochę ogrzać.

Ślęża

Średniowieczny krzyż pokutny - stawiany przez mordercę w miejscu zbrodni

Starożytna rzeźba kultowa - jedna z kilku w okolicach Ślęży

Gotycki kościół w Sobótce

Wejście na Ślężę to żaden wysiłek

Sobótka

Podejście na Ślężę nie należało do najłatwiejszych

Wieża widokowa na Wieżycy


Widok ze Ślęży

Przedchrześcijańska rzeźba kultowa

Po zjeździe ze Ślęży

Góry Sowie. Tam zmierzamy.

Poniemieckie zabudowania to jedne z najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu Dolnego Śląska

Rynek w Dzierżoniowie


Rzeźby św. Nepomucena są częstym widokiem na Dolnym Śląsku. Nic Dziwnego, gdyż był on narodowości czeskiej i jego kult mocno zakorzenił się na tym terenie.

Pałac w Pieszycach

Poniemieckie zabudowania na Dolnym Śląsku bardzo często wyglądają tak

Przejechane: 79,13 km
Czas: 6h 54min
Średnia: 11,47 km/h


Dzień 3 (1 maja, wtorek)

Podziemna kopalnia i górskie labirynty

KPodobnie jak poprzedniego dnia z trudem wychodzimy ze śpiworów. W bidonach zamarznięta woda, nie można więc mówić o komforcie cieplnym. Rozpalam ognisko, ale daje ono tylko chwilowe ciepło. Zjazd z przełęczy również nie należy do przyjemności. Pomimo założonych rękawiczek, dłonie bardzo marzną, więc musimy co jakiś czas się zatrzymywać, by trochę je ogrzać. Dojeżdżamy do Nowej Rudy. Najpierw kierujemy się do tutejszego muzeum górnictwa utworzonego w dawnej kopalni węgla kamiennego. Od kilku lat nie wydobywa się już tego surowca na Dolnym Śląsku więc tym bardziej warto zapoznać się z technikami jego wydobycia. Przed wejściem do szybu zostajemy zaopatrzeni w hełmy ochronne i lampkę z akumulatorem. Wraz z dość liczną grupą wchodzimy pod ziemię. Po kopalni oprowadza przewodniczka, która opowiada o różnych ciekawostkach związanych z wydobyciem węgla. Po jakimś czasie niespodziewanie dołącza do nas duch kopalni, zwany Skarbnikiem, który ma za zadanie straszyć odwiedzających. Pomimo tego, że większość osób z grupy wiedziała, że odwiedzi ich nieproszony gość, „duchowi” udaje się to znakomicie. Do tego jest zabawny i stanowi swoistą atrakcję dla odwiedzających muzeum. Na koniec zwiedzania kopalni wsiadamy do wagoników jedynej w Polsce podziemnej kolejki, która podwozi nas do wyjścia. Polecam odwiedzenie tego muzeum; bardzo dobrze zaaranżowane zwiedzanie, podczas którego trudno się nudzić. Odwiedzamy jeszcze centrum miasta i ruszamy w stronę Gór Stołowych. Już z daleka widzimy charakterystyczną sylwetkę Szczelińca Wielkiego, a także pokryte śniegiem Karkonosze. Szybki zjazd do Radkowa. Miasteczko prezentuje się dość nieciekawie, nawet tutejszy rynek nie ma do zaoferowania nic ciekawego. Ale miasto jest za to dobrym miejscem wypadowym w Góry Stołowe, dlatego w okresie letnim turystów tutaj nie brakuje. Słynną Drogą Stu Zakrętów przekraczamy granicę parku narodowego. Podjeżdżamy bardzo powoli, gdyż nachylenie drogi jest dość znaczne. Mamy za to możliwość dokładnego oglądania majestatycznych skał piaskowcowych, wyrastających tuż przy drodze. Docieramy na rozległą polanę, z której rozpościera się widok na Szczeliniec Wielki. Nie jest on jednak celem naszej wycieczki, gdyż byliśmy tam kilka lat temu podczas wycieczki do Ziemi Kłodzkiej. Szczeliniec Wielki i okoliczne pasma mam również okazję podziwiać z ruin Fortu Karola. Stąd wygodny zjazd asfaltem do drogi prowadzącej do Błędnych Skał. Ruch samochodów odbywa się na niej wahadłowo i jest płatny. Rowerów to jednak nie dotyczy więc ruszamy nie zatrzymywani przez nikogo. Błędne Skały to system labiryntów wytworzonych w piaskowcu, w którym wyznaczona została trasa turystyczna. Osoby o dużej powierzchni ciała mogą mieć problemy z przejściem wszystkich korytarzy skalnych, radziłbym więc poważnie zastanowić się nad wizytą w tym miejscu, albo popracować nad wagą swojego ciała. Błędne Skały są miejscem najwyżej położonym na naszej wycieczce, przed nami więc zjazd. Wyjeżdżamy z parku narodowego. Tutaj planowałem wcześniej nocleg. Rozglądamy się po okolicy. Widzę ambonę, którą sprawdzam pod kątem przydatności do przenocowania. Anka jednak obstaje przy nocowaniu w jakimś domu. Spostrzegam drugą ambonę. W środku obita materiałem, a wewnątrz leżą dwa koce. Decydujemy się na to pomieszczenie, chociaż jest trochę ciasno.

Ranek na Przełęczy Jugowskiej w Górach Sowich

Przewodniczka i duch kopalni w Muzeum Górnictwa Podziemnego

W roli dyspozytora

W stronę Gór Stołowych

Droga Stu Zakrętów przez Góry Stołowe

Szczeliniec

Błędne Skały


We wnętrzu ambony


Przejechane: 58,71 km
Czas: 3h 59min
Średnia: 14,73 km/h


Dzień 4 (2 maja, środa)

Czachy i Czechy

Początek dnia zaczynamy od zjazdu do mini skansenu w Pstrążnej. Nie zwiedzamy go jednak, gdyż po pierwsze jest jeszcze zamknięty, a po drugie wszystkie zabudowania dobrze widać z drogi. Powrót pod górę w okolice noclegu i znowu zjazd, ale tym razem dłuższy. Zatrzymujemy się obok budynku mieszczącego ruchomą szopkę. Kolejną atrakcją jest słynna Kaplica Czaszek w Czermnej. Były proboszcz zgromadził w niej tysiące szczątków ludzkich, które były pozostałością walk i epidemii mających miejsce w tych okolicach. Po tych makabrycznych przeżyciach docieramy do Kudowy, będącej jednym z sudeckich uzdrowisk. W parku zdrojowym robimy sobie dłuższy odpoczynek. odpoczynek Kudowie warto również odwiedzić Muzeum Zabawek, gromadzące dawne przedmioty służące do zabawy. Stąd już niedaleko do granicy z Czechami. W Nachodzie już po stronie Czeskiej objeżdżamy rynek i wspinamy się na zamek górujący nad miastem. Z wieży zamkowej można podziwiać panoramę miasta, a także… dwa niedźwiedzie, które mają chyba za zadanie strzec tego obiektu. Jadąc przez pagórkowate tereny mijamy kolejno Hronov i Police nad Metuji. Droga miejscami bardzo widokowa. Widać nawet Karkonosze pokryte śniegiem. Za miastem wybieramy drogę, którą wcześniej nie planowałem jechać, ale w sumie wyszło dobrze, bo droga bardzo przyjemna. Docieramy do Teplic nad Metuji. Od tego miejsca rozpoczynamy okrężną trasę wokół Adszarpsko – Teplickiego Rezerwatu Narodowego, mieszczącego słynne skalne miasta. Podążamy na południowy – zachód osiągając przełęcz, z której robię krótki wypad do ruin zamku. Kolejny odcinek to wygodna gruntowa droga biegnąca w większości skrajem lasu. Na miejsce noclegu wybieramy ambonę.

Tu nocowaliśmy

Skansen Budownictwa Sudeckiego w Pstrążnej

Ruchoma szopka w Kudowie - Czermnej

Kaplica Czaszek w Kudowie - Czermnej

Park zdrojowy w Kudowie

Pijalnia wód przy kudowskim parku zdrojowym

Muzeum Zabawek w Kudowie

Renesansowy ratusz na rynku w Nachodzie

Dziedziniec nachodzkiego zamku

Jeden z nadwornych niedźwiedzi

Panorama Nachodu z wieży zamkowej

Schron należący do dawnego czeskiego systemu umocnień

Rynek w miejscowości Police nad Metuji

Krzyż pokutny - charakterystyczny element krajobrazu również po stronie czeskiej

Po lewej stronie widoczne wzgórze Ostas, w głębi po prawej Szczeliniec

Tradycyjne budownictwo okolic czeskich Gór Stołowych

Piaskowcowe skały w Adrszpasko - Teplickim Rezerwacie

Przejechane: 67,42 km
Czas: 5h 25min
Średnia: 12,44 km/h


Dzień 5 (3 maja, czwartek)

Miasta z piaskowca

Dzisiaj dużo raczej nie przejedziemy ze względu na planowane odwiedziny skalnych miast, po których należy poruszać się pieszo. Wcześniej jednak odwiedzamy ruiny zamku. W Adrszpachu pozostawiamy rowery w budynku przy parkingu uiszczając po 10 koron za rower. Zakupujemy bilety w jednej z dwóch kas i przechodzimy 3,5 km trasę poszerzając ją o wariant dojściowy nad jeziorko. Potężne, wysokie skały o fantazyjnych kształtach robią naprawdę duże wrażenie. Drugie skalne miasto, do którego wejście jest w Teplicach jest chyba mniej interesujące. Trasa jest dłuższa i tylko końcowy odcinek jest naprawdę ciekawy. Dostajemy się do niego omijając kasę, co nie było zbyt trudne, gdyż prowadziła nas mocno udeptana ścieżka. Chcieliśmy zobaczyć ruiny zamku znajdującego się przy trasie, jednak będąc już prawie na samej górze, rezygnujemy ze względu na duży tłok. Większość zwiedzających skalne miasta to Polacy. Trudno się dziwić; długi weekend i do tego miejsce położone tuż przy granicy. Opuszczamy Replice z zamiarem szybkiego dotarcia do Broumova. Na drodze stają jednak Broumovskie Steny, które okazują się barierą nie do przebycia dla rowerów. Na początek wybieramy, jak się okaże niewłaściwy szlak. Wprowadzając nas coraz wyżej, robi się coraz bardziej nieprzyjazny. Wzdłuż ścieżki wyrastają skały, a jej podłoże staje się coraz bardziej nierówne. W końcu zatrzymujemy się i idę sprawdzić drogę przed nami. Pokonuję liczne schody, przechodzę przez wąskie korytarze. Nie jest więc za ciekawie. Postanawiamy się wycofać. Wjeżdżamy na wygodną drogę, która początkowo jest nawet asfaltowa. Postanawiam pojechać nią w górę. Z mapy wynikało, że przejedzie się nią na drugą stronę pasma. Nic z tego. Poszukuję jakiejkolwiek drogi na drugą stronę, ale znajduję tylko ścieżki kończące się nad przepaścią. Droga, którą podążamy też się nagle kończy, zamieniając się w wyboistą ścieżkę wspinającą się ostro pod górę. Nie pozostaje nic innego jak tylko wycofać się. Okrążamy Broumovskie Steny od zachodu. Przy wjeździe pod górę doczepiam się przyczepy z drewnem ciągniętej przez traktor, co pozwala na chwilę odpoczynku. Anka nie skorzystała z tej okazji więc musiałem trochę na nią czekać. Stąd już tylko zjazd do Broumova. Postanawiam jednak podjechać do podnóża pasma od tej strony i tam zanocować. Jak się okazało decyzja była dobra. Niedaleko miejscowości Ameryka odnajdujemy paśnik wypełniony sianem. Szybko zajmujemy lokum i wyruszam sam na Hvezdę leżącą na szczycie Broumovskich Sten. Droga początkowo łagodnie biegnąca pod górę szybko zmienia się w strome podejście z licznymi schodami. Dobrze mówiły zapytane kobiety po drugiej stronie pasma, że ciężko byłoby zjechać tędy na rowerze. Na górze, gdzie znajduje się schronisko i kaplica, przez chwilę oglądam panoramę okolicznych pasm. Z powrotem na dole jestem, gdy już jest niemal zupełnie ciemno.

Nocleg w ambonie. Przynajmniej był dach nad głową...

Głowa Cukru

Brama Gotycka w Adrszpaskim Skalnym Mieście

W środku dostrzec można skamieniałą rękę

Skała ze względu na swój kształt nazwana Dzbanem

Anka z trudem pcha swój rower pod górę. Potem było jeszcze gorzej...

Broumovskie Steny po polsku oznaczają ściany. Zatem sama nazwa mówi, że jest to teren raczej nieprzyjazny rowerzystom.

Przejechane: 43,56 km
Czas: 3h 28min
Średnia: 12,52 km/h


Dzień 6 (4 maja, piątek)

Strefa MTB

PRano jak zwykle zimno, choć nie jest tragicznie. Zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić. W Broumovie odwiedzamy najstarszy drewniany kościół w Czechach, a w zabytkowym centrum odnajdujemy barokowy klasztor. Klucząc nieco po mieście w końcu trafiamy na właściwą drogę, która prowadzi w kierunku przejścia granicznego. Po długim podjeździe osiągamy przełęcz w Górach Kamiennych. Stąd długi zjazd przez Głuszycę niemal do samej Jedliny – Zdrój. Dość szybko wyjeżdżamy z tego skromnego uzdrowiska kierując się w stronę Wałbrzycha. Wcześniej jednak pokonujemy dość wymagający podjazd na przełęcz w Górach Wałbrzyskich. Samo miasto nie prezentuje się ciekawie; odrapane kamienice i prawie wszędzie pełno śmieci. Jedynie rynek wygląda dość interesująco. Przejeżdżamy obok muzeum techniki przy dawnej kopalni węgla kamiennego i szybko docieramy do Szczawna. Miasto prezentuje się znacznie lepiej niż Jedlina. Jutro mają się tutaj odbywać zawody mtb organizowane przez Langa. Jest już przygotowana trasa, postanawiam więc ją przejechać. Zdejmuję wszystkie bagaże i przejeżdżam jak się później okazuje bardzo wymagającą trasę. Wyjeżdżamy z miasta i jesteśmy znowu w Wałbrzychu. Pieszymi szlakami dojeżdżamy najpierw do ruin zamku w Książu, a później właściwej rezydencji, która rozłożyła się nad doliną rzeki Pełcznicy. Z przyzamkowego parku zjazd do Świebodzic, gdzie mamy zakończyć wyjazd. Na dworcu czekamy ok. 2 godzin na pociąg. Dobrze, że jest wagon rowerowy, więc można było nawet poleżeć na karimatach. Do domu wracamy z Piotrkowa następnego dnia.

Chyba najlepszy nasz nocleg na tej wycieczce. Przede wszystkim było ciepło.

Broumovskie Steny. Z prawej strony na górze widać Hvezdę z budynkiem schroniska i kaplicą

Najstarszy drewniany kościół w Czechach usytuowany jest na broumovskim cmentarzu

Rynek w Broumovie

Broumovski klasztor. W utworzonym tutaj muzeum można oglądać kopię Całunu Turyńskiego.

Okolice Wałbrzycha to świetne tereny do uprawiania kolarstwa górskiego. Gmina Głuszyca może pochwalić się 5 górskimi szlakami rowerowymi.

Jedlina - Zdrój

Podejście na przełęcz w Górach Wałbrzyskich

Wałbrzyski rynek

W krajobrazie Wałbrzycha pamiątkami dawnego górnictwa są szyby

Miejsce startu Skoda Auto Grand Prix w Szczawnie

Szczawno - Zdrój - pijalnia wód

Zamek Książ zza doliny Pałecznicy

Zamek w Książu - dziedziniec

Przejechane: 80,28 km
Czas: 7h 7min
Średnia: 11,28 km/h
+ 14,80 następnego dnia


Podsumowanie

Przejechane: 400,94 km
Czas: 31h 17min
Średnia: 12,82 km/h

W tym:

woj. dolnośląskie - 254,41 km (63,5%)
Czechy - 116,45 km (29,0%)
woj. łódzkie - 30,08 km (7,5%)

Author: Piotrek


Powrót

kontakt e-mail:
Piotrek Paweł Anka

kontakt gg:
Piotrek (3409721)kontakt gg
Paweł (10208722)kontakt gg
Anka (4000148)kontakt gg


BikeOrient - Maraton Rowerowy na Orientację






bikeBoard - magazyn rowerowy




Airbike - więcej niż sklep rowerowy




Podróżnik.net - serwis ludzi ciekawych świata




Koło Roweru - wyprawy, turystyka, przygoda, sprzęt




Cykloid - Kalendarz Wypraw Rowerowych XXI wieku

Wrower - największy polski wortal rowerowy




CykloManiak.pl - o rowerach w Łodzi i nie tylko



Copyright © 2006-2008 BikerzyTour