Alleycat, czyli wyścig po ulicach miasta kurierów rowerowych to rywalizacja uwzględniająca najbardziej istotne elementy w tej pracy: szybkość, niezawodność i bezbłędność. Ze względu na niewielką liczbę rodzimych kurierów rowerowych, organizatorzy postanowili zaprosić do rywalizacji wszystkich zainteresowanych. Na starcie przy Dworcu Fabrycznym w Łodzi stawiło się nas 20. Silną grupę, ale nie większość stanowili kurierzy rowerowi z Quriersa. Wyróżnialiśmy się pomarańczowymi plecakami, a w większości także posiadaniem „ostrego koła”.
Na wstępie otrzymujemy szprychówki, czyli pamiątkowe karteczki z logo alleycatu. Osa nie bez powodu zachęca do przyjrzenia się dwóm dziewczynom, które po chwili znikają gdzieś w dworcowym tłumie. Naszym zadaniem jest znalezienie tych dziewczyn, które mają dla nas manifesty, czyli zestaw zadań do wykonania. Startujemy. Wyjeżdżamy na plac wypatrując twarzy dziewczyn. Dyspozytorka krzyczy przez megafon: „Panowie rowerzyści jak się nie uspokoicie to wezwę policję”. Oczekujący ze zdziwieniem obserwują sytuację. Któryś z rowerzystów znajduje jedną z dziewczyn, inna osoba drugą i po chwili wszyscy mamy w ręku manifesty. Czytam zadania. Polegają one na odnajdywaniu liter z napisów znajdujących się gdzieś w mieście. Okazuje się, że jeden z 12 punktów zadania to pierwsza litera legendy rozkładu jazdy PKS. To zadanie wszyscy wykonują w bardzo szybkim tempie. Ale co dalej? Jaką wybrać trasę, żeby pokonać jak najkrótszą drogę? Pozostało do znalezienia 11 liter. Brak doświadczenia w tego typu zawodach podpowiada mi, że należy przyłączyć się do jakiejś grupy. Widzę kilku rowerzystów, którzy ruszają w stronę ulicy Kilińskiego. Doganiam ich i po niedługim czasie jesteśmy w Parku Sienkiewicza. Zapisujemy literę i Aleją Schillera docieramy do Piotrkowskiej. Przy Mc Donaldzie kolejna litera. Ktoś proponuje zaliczyć XXI LO. Zupełnie nie mam pojęcia gdzie znajduje się ta szkoła. Na szczęście niektórzy wiedzą. Stąd niedaleko do Mickiewicza. Pod numerem 7 mamy odnaleźć nową restaurację. Trafiamy do niej bez problemu. No oczywiście, to restauracja „Ogień” nowego hotelu „Qubus”. Kolejny punkt to Biblioteka Politechniki Łódzkiej. Mkniemy wśród budynków uczelnianych i bez większych kłopotów trafiamy pod bibliotekę. Gdybym sam musiał ją znaleźć, zajęłoby mi to o wiele więcej czasu. Dobrze się złożyło, że w grupie są studenci PŁ. Wyciągam długopis i poszukuję kartki z manifestem, żeby zapisać literę. Niestety bezskutecznie. Musiałem gdzieś zgubić po drodze. Bez sensu byłoby się teraz wracać w jej poszukiwaniu myślę. Wyciągam inną kartkę i próbuję na niej odtworzyć znalezione już litery. Od tej pory jestem skazany na jazdę w grupie, dlatego nie mogę pozostać w tyle. Po chwili trafiamy pod Muzeum Włókiennictwa. Ulicą Piotrkowską, a następnie Kościuszki mkniemy w kierunku ulicy
Podrzecznej. Czerwone światło jest dla nas informacją, że należy zachować ostrożność, ale nie, że należy się zatrzymać. Wystarczy znaleźć odpowiednią chwilę, by przemknąć między samochodami pokonując skrzyżowanie. Na rogu ulicy Zachodniej i Podrzecznej musimy znaleźć jedną z liter jakiegoś dużego napisu. Okazuje się, że tym napisem jest "Manufaktura", doskonale widoczna z tego miejsca. Szybko docieramy do Dworca Północnego. Na drugim stanowisku jest do odnalezienia kolejna litera. Trochę zajmuje nam to czasu. Duże zdziwienie wśród osób oczekujących na autobus. Po chwili jesteśmy już na Wojska Polskiego i kierujemy się w stronę ulicy Strykowskiej. Tam na przystanku odnajdujemy odpowiednią literę. Pozostaje jeszcze tylko hala sportowa w Parku 3 – go Maja. Zmęczenie daje o sobie znać coraz bardziej. Trafiamy tam bez problemów. Odnajdujemy literę i szybki powrót na dworzec. Chwilami brakuje tchu, ale utrzymuję się w grupie. Docieramy na dworzec. Teraz musimy odnaleźć organizatorów, którzy gdzieś tutaj są. Przeszukujemy perony, wchodzimy do budynku dworcowego, gdzie spotykamy Ewę i Osę. Byłem przekonany, że to już koniec rywalizacji, ale okazuje się, że mamy do wykonania jeszcze jedno zadanie. Otrzymujemy koperty, w których znajduje się 2 złote oraz karteczka. Należy na niej wpisać hasło złożone z liter, które już znaliśmy, ułożonych w odpowiedniej kolejności. Hasło brzmi Tesco Galeria. Musimy tam kupić cytrynę na wagę i przywieźć ją wraz z rachunkiem i resztą pieniędzy z powrotem na dworzec.
Ruszamy w podobnym składzie jak na początku zawodów. Ulicą Kilińskiego dojeżdżamy do Piłsudskiego. Wymijam pojazdy z prawej strony, przez co zostaję trochę w tyle. Na skrzyżowaniu nie zdążam przejechać na zielonym, przez o grupa mi odjeżdża. Wyczekuję odpowiedni moment i po chwili jestem przed Galerią. Wbijam się z rowerem do środka. Nie pamiętam, gdzie znajduje się Tesco, pytam więc ochroniarzy. Jeden z nich wskazuje drugi koniec budynku piętro niżej. Wchodzę na ruchome schody i schodzę w dół. Zauważam dwóch ochroniarzy biegnących za mną, ale po chwili tracę ich z pola widzenia. Biegnę z rowerem lawirując między ludźmi. W oddali dostrzegam Tesco. Rower pozostawiam przed wejściem. Przy kasie widzę współtowarzyszy, którzy stoją już ze swoimi cytrynami. Wbiegam do sklepu. Ale gdzie tutaj znajdują się cytryny? Dostrzegam regały z warzywami. Szybko odnajduję upragniony owoc i po chwili jestem przy kasie. Wpycham się w kolejkę. Kasjerka właśnie obsługuje zakonnice, które płacą grubą kasę za jakieś tkaniny. Za cytrynę płacę 45 groszy. Zabieram rachunek i po chwili jestem na zewnątrz. Ulicą Sienkiewicza mknę w kierunku dworca. Bez trudu odnajduję organizatorów, pokazuję cytrynę i oddaję resztę. Jestem siódmy.
Po zawodach głównych odbył się konkurs wśród kurierów z „ostrym” kołem na stójkę, polegający na jak najdłuższym staniu na rowerze bez podpierania się nogami oraz na najdłuższy ślizg na zablokowanym tylnym kole. Najlepsi zawodnicy zostali uhonorowani nagrodami i dyplomami.